„Pewnego popołudnia w maju, po ukończeniu lekcji z Mendesem, Vincent zapytał
— Mijnheer da Costa, czy miałby pan czas i ochotę pójść ze mną na spacer
Mendes wyczuwał wzbierającą w Vincencie walkę. Domyślał się, że młody człowiek doszedł do punktu, w którym musi powziąć decyzję.
— Owszem, miałem właśnie zamiar przejść się trochę, powietrze jest tak czyste po deszczu; chętnie będę panu towarzyszył.
Owinął parokrotnie szyję wełnianym szalikiem i włożył czarny surdut z wysokim kołnierzem. Wyszli na ulicę, przeszli obok synagogi, w której z górą trzysta lat temu wyklęto Barucha Spinozę, i minąwszy kilka bloków, doszli do starego domu Rembrandta na Zeestraat.
— Umarł w nędzy i zapomnieniu — powiedział Mendes spokojnym tonem, gdy przechodzili obok starego domu.
Vincent rzucił na niego szybkie spojrzenie. Mendes zwykł był sięgać do samego sedna problemu, zanim ktoś jeszcze ten problem postawił. W tym człowieku był jakiś tajemniczy rezonans; rzeczy, o których się mówiło, zdawały się pogrążać u niego w bezdennej głębi i tam ulegać analizie. W rozmowie ze stryjem Janem lub wujem Strickerem słowa uderzały o twardy mur i wracały prędko uproszczone do „tak" lub „nie". Mendes zawsze zanurzał myśl rozmówcy w głębokiej studni swej dojrzałej mądrości, zanim Ją zwrócił.“(4)
Prywatna opieka medyczna |Zarządzanie nieruchomościami |BetFair