opisy na gadu-gadu |fotografia ślubna |Egipt
drogo.wydarzeniadlamezczyzn.com

„— Dla szanownego pana jak zwykle koniak, lemoniada, lód
— Owszem, owszem.
— Służka!
Waldemar niemal pomknął do drzwi. Przy chodzeniu wolna przestrzeń między jego wygiętymi na zewnątrz kolanami jeszcze bardziej się poszerzała. Wtem wpół drogi zatrzymał się — widać zaskoczony jakąś myślą; jakby walczył z czymś lub też nie mógł się na coś zdecydować. — Zapomniałem! — zawołał wreszcie i podążył do Wachickiego z powrotem.
— O szanownego pana pewien gość się pytał — oznajmił.
Ciekawe! Leonowi wydało się, że ton kelnera był nazbyt podekscytowany. Napiwki napiwkami, ale mimo wszystko Waldemar pozostawał jak dotąd mrukiem. Czyżby mógł się odmienić w ciągu ostatniej doby I czemu Spod kosmatych, rudych brwi patrzyły niebieskie kropeczki oczu. Były pełne winszującego blasku. Nawet w spróchniałych zębach zjawiło się coś w rodzaju czarnego gratulacyjnego połysku.
— Ktoś się o mnie pytał A kto... — zdziwił się Leon. — Ej, czy pan się nie myli
— Pewniak na sto dwa, proszę szanownego pana. Jakiś przyjezdny doktor. Znajomy znajomych pani szefowej. Zachodził tu już dziesięć minut temu... Poszedł gdzieś, ale powiedział, że zaraz wróci.
— Chyba nieporozumienie...
Za oknami pociągu Wachickiego przez chwilę coś zazieleniło się i sczerniało. Spieniona woda. Au! au! wołano... Nastawił ucha. Głupi, proszę państwa, nie będę! pomyślał. Czy może i tym razem jakiś nieznajomy chciał go zaczepić na temat kwestii ukraińskiej Czy może ów doktor pokaże mu fotografię obcej jakiejś parki i zapyta, czy nie są jego przyjaciółmi Cha...“(3)